Przystanek Żary" href="http://galik.blox.pl/rss2/23.html?242997"/> Linki" href="http://galik.blox.pl/rss2/23.html?283143"/> Ostatni Wendowie" type="application/rss+xml" href="http://galik.blox.pl/2006/12/Ostatni-Wendowie.rss"/>
Żarska Ekologia Żarska Polityka Żarskie Budownictwo Żarska Korupcja Żarska Mafia Żarskie Ciekawostki Żarska Gospodarka Żarska Biurokracja Żarska Kultura Żarska Gmina Żarska Społeczność Żarski Samorząd Żarskie Wybory Żarska Młodzież Żarski TiM Żarskie SLD Żarskie PO Żarskie Forum Samorządowe Żarski Kronopol panele krono Staszkowian
kontakt
e- mail:lglech@op.pl
gg
825258
Przystanek Żary - spis felietonów
Linki Blogi kandydatów TiM do Samorządu 2006 www.michalkiewicz.pl - Fijor R.A.Z Tomasz Migdałek Takie Forum Onet Dziecko
Blog > Komentarze do wpisu

Ostatni Wendowie




Polacy handlujący na przygranicznych bazarach, rozrzuconych wzdłuż Nysy Łużyckiej, często wyrażają zaskoczenie znajomością języka polskiego, wśród klientów zza zachodniej granicy. Wielokrotnie wysłuchiwałem ciekawostek o „rodowitych Niemcach” posługujących się podczas zakupów, oryginalną odmianą polszczyzny, jakby jakąś dawno w ojczyźnie zapomnianą gwarą „staropolską”? Pewna „biznesmenka” z łęknickiego bazaru opowiadała mi z nutką wyższości o lingwistycznych nieudolnościach Niemców. - Jak już chcą popisywać się polskim, to niech podszlifują poprawną wymowę chociaż kilku słów... Przynajmniej tylu ilu sama nauczyłam się po niemiecku - podkreślała z dumą - jak życzą sobie „ser”, to niech nie gadają że „syr”, a jak „jajko” to nie jakieś tam „jajce”. Bo to panie ani Polski z tego w końcu nie wychodzi, ani Ruski. Czort jeden znajet skąd im się takie zacofane wyrazy wzięły?
Polacy zapuszczający się dziś na wschodnie obszary Dolnej Saksonii, czy Brandenburgii ze zdziwieniem odkrywają dwujęzyczne nazwy tamtejszych miejscowości. Zaskoczeniem jest ich swojskie, słowiańskie brzmienie. Wprowadza to przeciętnego Polaka w lekkie zdezorientowanie, ale rzadko zmusza do pogłębienia wiedzy na temat obserwowanego faktu.
Po długiej przerwie
Mało kto zdaje sobie sprawę, że praktycznie tak dziś wygląda większość polskich doświadczeń w zetknięciu z kulturą łużycką. Od czasów Bolesława Chrobrego kiedy byliśmy jednym narodem, całkiem zapomnieliśmy o istnieniu nad Nysą naszych najbliższych krewnych. Ekspansja żywiołu germańskiego na wschód odcięła nam możliwość bezpośredniego kontaktu na kilkaset lat. Powinniśmy jednak przypomnieć sobie w końcu, że tuż obok, za zachodnią granicą w etnicznej izolacji do dziś zachowała się żywa enklawa słowiańska. Naród Sebów łużyckich zwanych Wendami, przetrwał jak wyspa na okalającym go ze wszystkich stron morzu niemczyzny, ocalił bogatą kulturę i żywy język, samodzielnie stworzył literaturę pisaną. Obecnie po zachodniej stronie polsko-niemieckiej granicy żyje jeszcze od 60 do 100 tysięcy ludzi rozumiejących słowiańską mowę w odmianie górno lub dolnołużyckiej. Jak na ironię, w czasach kiedy skończyły się wreszcie urzędowe prześladowania mniejszości i brutalne naciski asymilacyjne niemieckiego imperializmu, żywioł łużycki zamiera. Nie potrafią zaradzić temu unijne dotacje wspierające stowarzyszenia kultywujące dawne tradycje. (A może dzieje się tak właśnie dlatego?) Niewiele pomaga umieszczenie dwujęzycznych nazw miejscowości, ulic i instytucji. Język łużycki wypierany jest z szarej codzienności coraz skuteczniej przez niemiecki. Prędkość tego procesu pozwala przewidywać, że raczej nie przetrwa on do końca dwudziestego pierwszego wieku. Najprawdopodobniej zniknie z mapy Europy razem z Fryzyjskim, Walijskim, Bretońskim, Irlandzkim, czy Katalońskim. Nasilenie się wymierania języków, jest dziś obserwowane na wszystkich kontynentach. 350 narzeczy ma dziś mniej niż 50 użytkowników. 90% żywych jeszcze języków na świecie funkcjonuje w populacjach nie przekraczających 100 tys. ludzi. Tylko pięciu szczęśliwców może obecnie płynnie porozmawiać w języku indian Idaho. Zjawisko ubożenia lingwistycznego bogactwa ludzkości przebiega gwałtowniej niż kiedykolwiek. Często jest szybsze od wymierania rzadkich gatunków zwierząt i roślin. Co ciekawe podlega ono takim samym prawom. Ekolodzy dostrzegają tu działanie analogicznego mechanizmu do efektu Alleego. W świecie przyrody, gdy zmniejsza się liczba przedstawicieli ginącego gatunku, pozostałym coraz trudniej znaleźć partnerów do rozrodu. Częściej następuje krzyżowanie wsobne, a w jego konsekwencji regres gatunku. Podobnie kiedy zmniejsza się ilość użytkowników danego języka maleje jego komunikacyjna przydatność, a więc i atrakcyjność. Coraz trudniej przekonać młodych do nauki ojczystej mowy, kiedy nawet w domu jest ona używana przy wyjątkowych okazjach. I to dopóki jeszcze żyje (przysłowiowa) babcia.
Łużycka niepodległość
Aż dziw bierze, że całkiem niedawno, zaraz po pierwszej wojnie światowej poważnie podnoszona była kwestia przyznania narodowi łużyckich Serbów, własnego państwa. Żywioł ten był wówczas względnie zwarty i akurat przeżywał okres przebudzenia świadomości, odrodzenia narodowej dumy, oraz największego w historii rozkwitu swej kultury. Na konferencji Wersalskiej ich niepodległościowe dążenia gorąco wspierała Czechosłowacja. Nic z tego nie mogło wyjść, gdyż kształt etnicznie łużyckiego obszaru na mapie ówczesnej Europy był kuriozalny. Po drugiej wojnie światowej sytuacja zmieniła się pod tym wzglądem radykalnie. Łużyce uzyskały od wschodu geograficzne oparcie w Państwie Polskim, a od południa w Czechosłowacji. Najbliższych mu pod względem kulturowym i językowym. Szkoda że tylko takie było to wsparcie. Właśnie wówczas oba zachodniosłowiańskie narody, zamiast wspomóc niepodległościowe wysiłki osłabionej przez hitleryzm łużyckiej enklawy, wolały wdawać się między sobą w spory przygraniczne (o Kotlinę Kłodzką, Racibórz, Głubczyce itd.) W ten sposób przegapiliśmy niepowtarzalną okazję na wzmocnienie (a może nawet ocalenie) ostatniego narodu z licznej niegdyś rodziny Słowian połabskich, oraz możliwość radykalnego skrócenia (o połowę) polsko-niemieckiej granicy. Wówczas część serbołużyckich aktywistów rozważała nawet możliwość funkcjonowania ich kraju jako autonomii w ramach Czech lub państwa Polskiego. Ostatecznie plany te pokrzyżował Stalin, który prowadził dyplomatyczną grę z zachodnimi mocarstwami obliczoną na zjednoczenie całych Niemiec pod kierownictwem wiernych mu komunistów z SED. Zrozumiałym jest, że w takiej sytuacji sowiecki satrapa nie mógł pozwolić sobie na zrażanie Niemców (zwłaszcza tych zachodnich) kwestią niepodległości reliktu połabskiej słowiańszczyzny. Po utworzeniu NRD, Łużyczan traktowano podejrzliwie. Niemieccy komuniści jak mogli, dezawuowali przywódców tego narodu wobec „sowieckich sojuszników”, podkreślając ich konserwatyzmu i przywiązania do religii. Jeden z działaczy komunistycznych nazwał nawet Łużyce czarną plamą na czerwonej Saksonii. Kolor czerwony wzmacniano tam na różne sposoby. Poprzez zwiększoną inwigilację, lub forsowanie sprawdzonych przez socjalistów inwestycji w przemysł ciężki. W tym przypadku górnictwa węgla brunatnego i energetyki. Wiązało się to z napływem siły roboczej z całego NRD, co przyczyniało się do niekorzystnych dla autochtonicznych Serbów, zmian proporcji narodowościowych.
Po akcesji do Unii
Po włączeniu obszaru Łużyc do Unii Europejskiej (zjednoczenie Niemiec) gwałtownie wzrosło tam bezrobocie. Pojawiła się też recesja, która nie ustępuje od dobrych kilkunastu lat pomimo wpompowania bilionów marek unijnej pomocy. Coraz bardziej narasta tam surrealistyczny marazm. Proces ów dotyczy wszystkich ziem byłej NRD. Spowodował on niespotykaną do tej pory migrację, zwłaszcza młodych ludzi „za chlebem” i lepszym życiem, do kosmopolitycznych aglomeracji zachodnioeuropejskich, gdzie postrzega się i traktuje „nowych” jak obywateli drugiej kategorii (Ossis). Nie zahamowały tego procesu świetlane wizje unijnych komisarzy, ani sterowane odgórnie programy pomocowe. Środków jakie utopiono w tzw. restrukturyzację NRD, Polacy mogą tylko pozazdrościć. Wyludnianie wschodnich landów Niemiec wciąż się jednak nasila. Z tej przyczyny rwie się na naszych oczach, kulturowa ciągłość między pokoleniami. Szczególnie zagraża ona „endemicznej” kulturze łużyckiej. Jest to proces pouczający. Wart dokładnego przestudiowania. Zwłaszcza dla żyjących tuż obok Polaków. Czy po wstąpieniu do UE, nam również grozi, stagnacja gospodarcza, masowa ucieczka młodzieży „na saksy”, starzenie się pozostałej na miejscu populacji i ruina jej funduszy emerytalnych, pozbawionych młodych płatników? A w końcu zerwanie ciągłości między generacjami i utrata narodowej tożsamości? Czy zamiast eksplozji indywidualnej przedsiębiorczości, nasze ziemie czeka rozkwit wyłącznie unijnej biurokracji, gubiącej się w tysiącach bzdurnych przepisów i płodzącej stosy humorystycznych „strategii rozwojowych” coraz bardziej uzależniających kraj od zastrzyków brukselskiego haju? Który na ironię, ma całkiem realne szanse, okazać się hajem wirtualnym.

















piątek, 01 grudnia 2006, lech_galik

Polecane wpisy

  • Świat według szpiegów

      O tym, że przedsiębiorstwo komunalne „Pekom” zawsze dorabiało sobie do skromnej pensji, inwigilacją mieszkańców Żar, nie trzeba nikogo przeko

  • Agresja chemiczna

      „ Na temat Kronopolu i formaldehydu wypowiadać się nie będę, nie interesuje mnie, ani służbowo, ani prywatnie sprawa rzekomej samowoli budowlanej.&

  • Przystanek Żary

        Przystanek nie był taki jak dawniej – ubolewają wierni uczestnicy Woodstocku – Owsiak wyraźnie się oszczędzał, nawet nie ochrypł i co